Wniosek dość oczywisty

Fot. Trafnie.eu

Przeglądając w poniedziałek sportowe strony internetowe doszedłem do wniosku, że dla jednego ligowego meczu reszta wydarzeń stanowiła najwyżej szare tło.

Mecz, dla mało wtajemniczonych, nie miał prawa wzbudzać wielkich emocji wśród tych nie zaangażowanych emocjonalnie w sympatyzowanie z jedną z rywalizujących w nim drużyn. Bo jeśli odrabiając ligowe zaległości na końcu jesiennej części rozgrywek spotykają się dwie z samego dna tabeli, czym tu się podniecać? Trzeba odfajkować wynik i zapaść wreszcie, po kilku wyczerpujących miesiącach gry, w zasłużony zimowy sen. Teoretycznie…

W praktyce wspomniany mecz stał się w mediach tematem dnia, czy nawet tygodnia, bo coś mi się wydaje, że temat będzie intensywnie eksploatowany także w dnia następnych. Niby mało ważny, a już stał się wręcz historycznym. Legia przegrała w Warszawie z Piastem Gliwice 0:1, lądując w strefie spadkowej. A przecież nie tak miało być! Miała walczyć o mistrza, a brak tytułu miał stanowić najwyżej element trudnego do wyobrażenia scenariusza. Jak zwykle słowa i deklaracje brutalnie zweryfikowało boisko.

Choć z dziennikarskiej definicji przegrany bywa ciekawszy od wygranego, liczba związanych z tym komentarzy jest i tak rekordowa z kilku powodów. Legia bowiem (za: przegladsportowy.onet.pl)

„Nie zdobywając kompletu punktów w niedzielę Wojskowi przedłużyli serię meczów bez wygranej do 11! To "rekord" klubu ze stolicy i pobicie "wyczynu" z... 1966 r.”

Już nie mam siły przypominać, że niedzielny wynik to ŻADNA KOMPROMITACJA Legii, bo to najpopularniejsze słowo w mediach przewijające się w komentarzach. Skoro do wielu tygodni leją ją właściwie kto chce, w Polsce i za granicą w Lidze Konferencji, to żadna kompromitacja, TYLKO NORMA. Niestety trzeba z pokorą schylić głowę i znów podnosząc wzrok spojrzeć przykrej prawdzie w oczy.

Trwa intensywne szukanie winnych takiej sytuacji. Już przed meczem z Piastem było wiadomo, że kibice zasiądą na trybunach głównie po to, by przekazać, co myślą o właścicielu klubu Mariusza Mioduskim. Przyśmiewek intonowanych podczas meczu na jego temat nie będę przytaczał, bo musiałbym za dużo słów wykropkowywać. Za to treść wywieszonego transparentu miała jasne i w pełni cenzuralne przesłanie:

„Mioduski, Legia będzie wielka. Albo będzie twoja”.

Potem pojawił się kolejny:

„Mioduski, największą klęską Legii jest to, że od lat rządzi nią taki nieudacznik jak ty”.

Dla kibiców właściciel jest głównym winowajcą odpowiedzialnym za aktualną nieciekawą sytuację klubu. Inne zdanie na ten temat ma mój ulubiony ulubieniec, Jan Tomaszewski (za: se.pl):

„Ja bym jego naprawdę nie winił, bo on robi wszystko, żeby ta drużyna grała, wszystko akceptuje. Ktoś mu podpowiada i ci doradcy niestety powinni ponieść konsekwencje. Kto mu podpowiedział Iordanescu? To trzeba zmienić doradców. Niestety i tutaj jest cały pies pogrzebany”.

Chyba jednym z tych doradców można śmiało nazwać Frediego Bobicia, oficjalnie pełniącego funkcję dyrektora do spraw operacji piłkarskich, który po meczu z Piastem zabrał głos udzielając wywiadu telewizji Canal+ (za: X):

„Niektórzy zawodnicy, szczerze mówiąc, nie mają jaj żeby grać w tej koszulce”.

Jego wypowiedź podsumował prezes i współwłaściciel Legii Bogusław Leśnodorski w taki sposób, że bez wykropkowań się nie obeszło (za: X):

„Cytując klasyka... gość pie*******ty”.

Czyli nasuwa się dość oczywisty wniosek, że sukces ma wielu ojców, ale porażka jest sierotą, do której nikt nie ma ochoty się przyznać.

▬ ▬ ● ▬