Wielki transfer?

Fot. Trafnie.eu

Rodzime media z podnieceniem zajmują się tematem z gatunku tych, za którymi przepadają. Niestety nie towarzyszy temu choćby podrobina refleksji.

Nie pierwszy raz zresztą i na pewno nie ostatni. Gdy chodzi o transferowe „niusy”, rozum dostaje wolne. Zaczyna się bicie piany, które niemal zawsze gwarantuje odpowiednią klikalność. Wystarczy tylko przeczytać tytuły (za: przegladsportowy.onet.pl) - „Widzew szykuje transfer roku” czy (za: wp.pl) „Ten ruch wstrząśnie ekstraklasą”. Jeśli transfer roku, to kto? Leo Messi postanowił wrócić do Europy, ale nie do ukochanej Barcelony tylko do jednego z polskich klubów? A może Lamine Yamal dowiedział się od licznie występujących (nie tylko) w Ekstraklasie Hiszpanów, że nad Wisłą da się fajnie żyć, więc postanowił to sam sprawdzić?

Nie, transferem roku ma być „wielki powrót Polaka do Ekstraklasy”, a tym Polakiem jest Dawid Kownacki. Nie wiem, w nawiązaniu do cytowanego tytułu, w jakim stopniu wstrząśnie całą ligą, ale jestem niedzisiejszy, czyli za mądry/za głupi (niepotrzebne skreślić), by reagować na medialne tytuły tak, jak oczekują tego ich autorzy. Czyli, niestety dla nich, nie potrafię tego robić bezrefleksyjnie. Dlatego od razu przypomniał mi się tekst sprzed kilku dni (za: goal.pl):

„Dawid Kownacki swego czasu uchodził za jednego z najbardziej utalentowanych graczy w naszym kraju. Warto przecież pamiętać, że w młodym wieku pojechał chociażby na mundial w 2018 roku. Wówczas wydawało się, że będzie on przyszłością kadry w ataku. Tak jednak się nie stało, a cała dotychczasowa kariera 29-latka raczej nieco zawiodła wielkie oczekiwania.

W ostatnich latach napastnik bowiem dość regularnie strzela, ale czyni to na boiskach 2. Bundesligi. Gdy tylko przychodzi sportowy awans do pierwszej Bundesligi, to wówczas maszyna się zacina i szybko wszystko wraca do punktu wyjścia. Dlatego też latem został on wypożyczony do Herthy Berlin z Werderu Brema. Teraz okazuje się, że wraz z końcem sezonu wróci do macierzystej ekipy. Według informacji, które przekazał dziennik „Bild”, drużyna ze stolicy zdecydowała, że nie będzie aktywować klauzuli wykupu Polaka w wysokości miliona euro”.

Milion euro w czołowej europejskiej lidze, jaką jest niewątpliwie niemiecka Bundesliga, to prawie jak za przysłowiowe waciki. Ale nie o samą sumę nawet chodzi, tylko o proste skojarzenie faktów. Gdyby Kownacki rzeczywiście wrócił do ojczyzny, byłby kolejnym „spadochroniarzem”, który zdecydował się na ten krok. Na początku wiosennej części sezonu trafiłem na wyliczankę całego desantu rodaków, którzy zdecydowali się na powrót do rodzimej ligi, by się w niej odbudować po nie zawsze pełnym sukcesów okresie występów w zagranicznych klubach. Najwięcej było ich w Legii Warszawa (Kamil Piątkowski, Arkadiusz Reca, Damian Szymański, Kacper Urbański). Niewiele pomogli jej i sobie przy okazji, bo raczej za mocno się nie odbudowali, skoro drużyna na kilka kolejek przed końcem sezonu broni się przed spadkiem.

Dlatego redaktorom wierzącym w kolejny „wielki” transfer kolejnego „spadochroniarza” szczerze życzę, by choć raz się nie pomylili.

▬ ▬ ● ▬