2026-04-07
Wielki Mur Chiński i nogi...
Przeczytałem tekst, który rzucił mnie na kolana. Dosłownie. Z trudem się pozbierałem, ale na szczęście się udało, czego dowód stanowi poniższy tekst.
No bo kiedy polski piłkarz został nazwany „genialnym”? A tu czytam taki tytuł (za: przegladsportowy.onet.pl):
„Piotr Zieliński to geniusz. Oto dowody. Nie wszystko widać gołym okiem”
I uzasadnienie:
„Ustawcie się w kolejce, żebym nikogo nie ośmieszył dwa razy — takie słowa Piotr Zieliński nie tylko mógł, ale powinien rzucić w stronę rywali przed wielkim hitem. Nie wiem, czy to była bachata, czy tango, ale Polak balansem bioder doprowadzał rywali do szału. Oby w Mediolanie nikt nie dostał choroby morskiej. Ale geniusz 31-latka nie zawsze widoczny jest gołym okiem. Mecz z Romą dobitnie to potwierdził”.
Mecz oglądałem, ale żebym widział w nim geniusza? Może coś ze mną nie tak? Jednak kontrolę wzroku robię co roku i ostatnia nie wykazała (na szczęście!) żadnych uchybień. To może coś z moimi szarymi komórkami nie w porządku? Bo aż przysiadłem, gdy przeczytałem kolejny fragment:
„Jest Wielki Mur Chiński, jest Koloseum, są inne cuda świata, ale gdyby wybierać jego futbolowe odpowiedniki w Polsce, dwa pierwsze miejsca zajęłyby obie nogi Piotra Zielińskiego. Swoboda, z jaką 31-latek prowadzi piłkę w największych meczach, aż onieśmiela. A gdyby w pierwszej połowie po jego strzale piłka wpadłaby w okienko, to nie byłoby czego zbierać”.
Po tym fragmencie to ze mnie nie było prawie co zbierać, ale jednak ostatkiem sił zebrałem się do kupy, by (obowiązek najważniejszy!) dokończyć rozpoczęty tekst. Tym bardziej, że następny fragment wiele obiecywał:
„Wróćmy jednak do geniuszu Piotra Zielińskiego, który nie zawsze jest widoczny. O co chodzi? Spójrzmy na początek drugiej połowy. 10 minut, Polak dotknął piłkę może ze dwa razy i za każdym razem zamienił to w złoto.
Najpierw przy naporze rywali tylko trącił futbolówkę, minął przeciwnika, utrzymał posiadanie i od razu szukał podania. A gdy była potrzeba, Zieliński wcielił się w rolę... środkowego obrońcy. Roma wyszła z kontratakiem, Polak perfekcyjnie się ustawił i jednym kontaktem z piłką nie tylko uratował sytuację, ale i napędził atak Interu. A jak to się skończyło? Za chwilę oglądaliśmy gola na 4:1”.
Zieliński żadnym geniuszem nie jest, nigdy nie był i nigdy nie będzie. Jest za to jednym z najlepszych polskich piłkarzy, niewątpliwie najlepszym polskim pomocnikiem, niezwykle kreatywnym zawodnikiem, a takich szczególnie lubię. I do jego oceny nie potrzebowałem czekać na mecz z Romą. Przed dziesięcioma laty, gdy był dość mocno krytykowany za występ na EURO 2016, nie miałem najmniejszych wątpliwości co do jego możliwości, pisząc:
„Mimo to ciągle mocno w Zielińskiego wierzę. Potencjał ma na piłkarza nieprzeciętnej klasy”.
I takim na pewno jest. Czy jego obecni bezgraniczni pochlebcy mogą się pochwalić podobnym wpisem sprzed lat?
▬ ▬ ● ▬








