2026-05-05
Tylko mistrzostwo?
Temat Widzewa Łódź, zgodnie z nieśmiertelną zasadą, że przegrani są medialnie ciekawsi od zwycięzców, od kilku dni jest eksploatowany na wszelkie sposoby.
Przeczytałem tekst, którego fragment poświęcony został byłemu większościowemu akcjonariuszowi łódzkiego klubu (za: przegladsportowy.onet.pl):
„Kibice zmusili [Tomasza] Stamirowskiego do odejścia, został zdradzony przez prezesa Michała Rydza, który na boku dogadywał się już z nowym właścicielem.
Rządy Stamirowskiego trzeba określić jako solidne, z tym zastrzeżeniem, że klubowy sufit był zawieszony dość nisko. Po prostu nie było ówczesnego właściciela stać na to, żeby pójść dużo dalej, przebić się do elity. Ile wypracował, tyle miał. Zostawił klub na plusie, ale kibice chcieli czegoś więcej. Zamiast walczyć o utrzymanie, chcieli nowego »Wielkiego Widzewa«”.
W momencie przejęcia klubu przez Roberta Dobrzyckiego, Stamirowski z goryczą odniósł się do zmiany w nim władzy:
„Czuję się trochę, jakbym przygotowywał się do igrzysk olimpijskich cztery lata i został zmieniony tuż przed wylotem na imprezę. Przejąłem Widzew cztery lata temu, bo nie chciałem, żeby Widzew trafił w ręce agentów. Oni są normalną częścią tego biznesu, ale niekoniecznie powinni zarządzać klubami. Gdy przychodziliśmy, był 1 mln zł długów, dziś klub jest 15 mln zł na plusie. Przywróciliśmy hierarchię klubów w Łodzi, nie przegraliśmy ani razu derbów, udało się nam pokonać Legię”.
Wydaje się jednak, że kibiców kompletnie nie interesowało już to, co było przed chwilą, tylko to, co będzie za chwilę. Wkroczenie do klubu udziałowca, który otwartym tekstem mówi, że rekordowe w polskiej piłce transfery nie stanowią dla niego problemu, natychmiast wprawiło ich w podniecenie związane z wiarą, że za moment piłkarze ulubionego klubu będą lali wszystkich w lidze taśmowo jak popadnie. A hasła „europejskie puchary” czy nawet „mistrzostwo Polski” są już niemal na wyciągnięcie ręki. Niestety życie niezwykle brutalnie się z nimi rozprawiło.
Od razu nasunęły mi to pewne skojarzenia. Uświadomiłem sobie, że kibice, którzy zawsze chcą więcej, nie mieszkają tylko w Łodzi. Przecież w dwóch innych dużych miastach od wielu lat liczy się „tylko mistrzostwo”. Przed każdym sezonem to nie jest nawet cel, ale wręcz OBOWIĄZEK Lecha Poznań i Legii Warszawa. Kibice przypominają o nim swoim piłkarzom przy byle okazji, a nawet bez niej.
W Poznaniu, niezadowoleni z braku satysfakcjonujących ich wyników, domagali się pogonienia dyrektora sportowego Tomasza Rząsy i kilku piłkarzy wywieszając transparenty ze spisem nazwisk osób niepożądanych już w klubie. Szefowie Lecha ciśnienie jednak wytrzymali, nawet kilka razy, czego efektem są dwa tytuły mistrzowskie w ostatnich latach, a trzeci za moment bardzo prawdopodobny.
Taką samą propozycję nie do odrzucenia otrzymują od lat piłkarze Legii. „Tylko mistrzostwo” jest hasłem, od którego zaczyna się dla nich każdy sezon. Ale czy rzeczywiście tak mobilizujące czy raczej często deprymujące? Czy nie przydałoby się więcej rozsądku i cierpliwości?
Różnica w porównaniu z Lechem jest taka, że właściciel klubu Dariusz Mioduski wychodzi z założenia, że „tarcia” w nim wcale nie są takie złe. Chyba właśnie dlatego tak często w Legii zmieniają się trenerzy, by walczyli wyłącznie o mistrzostwo. A jakie efekty przynosi ta polityka właśnie widać.
▬ ▬ ● ▬








