Sposób zarabiania na życie

Fot. Trafnie.eu

Trafiłem na dwa teksty dotyczące jednego klubu. Oba na ten sam temat z nim związany. Jeden może właściwie stanowić uzupełnienie czy puentę drugiego.

Niezwykle intrygujące, przynajmniej z dziennikarskiego punktu widzenia, okazały się efekty działań stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Wystąpiło do klubu Śląsk Wrocław o udostępnienie listy płac piłkarzy i sztabu szkoleniowego. Podstawą była ustawy o dostępie do informacji publicznej. Ponieważ Śląsk należy do miasta, więc podlega tej ustawie i musi, na żądanie, udostępnić dane, między innymi, o wynagrodzeniach zatrudnionych osób. I udostępnił (kwoty brutto), za grudzień 2025 roku (za: gazetawroclawska.pl):

„Są na niej 43. numerowane pozycje. Kwoty powalają z nóg. Największe przelewy to ponad 133 tys. zł oraz 123,4 tys. zł. Kolejna kwota to 99 tys. zł. W sumie jest 15 osób, które w grudniu w Śląsku zarobiły ponad 50 tys. zł.

Jak nam się udało ustalić na czele tej listy są: kapitan Piotr Samiec-Talar, trener Ante Šimundža, wyłączony z gry od kwietnia 2025 Petr Schwarz oraz Serafin Szota, który niedawno zamienił Śląsk na Arkę Gdynia. Kolejność jest tu przypadkowa, to znaczy nie wiemy, kto z nich w grudniu zarobił najwięcej.

Z naszych informacji wyniki także, że na górze tej listy są dwaj nowi piłkarze WKS-u - reprezentant Mauretanii Lamine Ba oraz Michał Mokrzycki. (...)

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, te kwoty mogą w niektórych przypadkach zawierać zaległości lub premie. Nie zmienia to jednak faktu, że Śląsk w grudniu na wypłaty przeznaczył 1,8 mln zł”.

Klub odmówił stowarzyszeniu ujawnienia listy z imionami i nazwiskami, ponieważ „prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej”. Nie ma jednak aż takiego znaczenia, który zawodnik zarobił kilka(naście) tysięcy więcej od drugiego. Chodzi bardziej o, tak to subtelnie ujmijmy, ogólne wrażenie, skoro w rozwinięciu do cytowanej informacji pojawia się komentarz do ostatnich wyników drużyny Śląska, że „nie potrafi wygrać ośmiu meczów z rzędu”.

No, nie potrafi. A jeden zawodnik Śląska nie potrafi się z nim rozstać, co wiąże się z jeszcze bardziej uszczypliwym komentarzem (za: @MarcinTorz [pisownia oryginalna]):

„Miłosz Kozak dostał ofertę rozwiązania kontraktu ze Śląskiem. Piłkarz odszedlby z klubu, a w zamian dostałby kilka pensji. Mógłby więc na rękę dostać nawet jakieś 200 tysięcy zlotych i znaleźć sobie inny klub (no i w nim i grać, i zarabiać).

Ale nie. Lepiej zostać we Wrocławiu i udawać poważnego piłkarza.

Zarobki Kozaka: ponad 60 tysięcy zlotych miesięcznie brutto”.

Pamiętam Kozaka jeszcze jako nastolatka. Mój pierwszy kontakt z nim miał miejsce przed ponad dziesięcioma laty, gdy jego Zagłębie Sosnowiec przyjechało na mecz trzeciej ligi (zwanej drugą) do Legionowa, by zmierzyć się z Legionovią. Przyjechał na niego też, bo miał blisko z Warszawy, Cezary Kucharski, ówczesny agent Kozaka, wtedy prowadzący również interesy Roberta Lewandowskiego. Po meczu doszło między nimi do długiej rozmowy, podczas której pierwszy starał się „wpompować” drugiemu tak dużo motywacji do dalszej pracy, jak tylko możliwe.

Od tej pory zawsze miałem tę scenę w głowie, gdy oglądałem Kozaka w akcji w barwach kolejnych klubów. W tym roku skończy 29 lat. Kucharski nie jest już jego agentem, a on na pewno nie zrobi kariery na miarę Lewandowskiego, z czego musi sobie zdawać sprawę. Piłka stanowi teraz dla niego przede wszystkim sposób zarabiania na życie, na resztę życia.

Bo pora na wnioski, po pojawieniu się informacji o zarobkach zawodników Śląska. Wnioski brutalne, ale oczywiste. Zamiast pastwić się nad nimi, próbując leczyć frustracje, że zarabiają za dużo, biorąc pod uwagę prezentowane umiejętności, warto zauważyć, że każdy zarabia dokładnie tyle, ile ktoś chce mu płacić! Bardzo prosta zasada, choć niestety nie dla wszystkich łatwa do pojęcia. Dlatego pożądane, by w odpowiednim czasie zrozumieli ją zawsze ci, którzy podpisują z piłkarzami umowy.

▬ ▬ ● ▬