Rolnik ma rację

Fot. Trafnie.eu

Rozpoczęła się wiosenna część sezonu Ekstraklasy. Przed startem rozgrywek tym razem skupiałem się nad zupełnie czym innym niż w poprzednich latach.

A zostały w piątek zainaugurowane meczem Zagłębia Lubin z GKS Katowice. Goście wygrali 2:0, zupełnie zasłużenie, bo mogli wygrać wyżej. Pierwszą bramkę zdobył Bartosz Nowak już w 63 sekundzie! Chciałem napisać, że pierwszą na wiosnę, ale to byłoby nadużycie. Bo choć w Lubinie w momencie rozpoczęcia meczu temperatura oscylowała w okolicach zera, a boisko, biorąc pod uwagę klimat panujący o tej porze roku w Polsce, było wręcz w idealnym stanie, mówienie o wiośnie, nawet tylko piłkarskiej, mogłoby spowodować nerwowe reakcje u tych, którzy mają już serdecznie dosyć (prawdziwej) zimy tej… zimy.

Bo właśnie przed startem rozgrywek bardziej niż transfery i forma poszczególnych drużyn interesowała mnie pogoda. Już od kilku dni sprawdzałem tą na weekend. Czyli najchłodniejszy weekend w tym roku przypadający akurat na pierwszy weekend Ekstraklasy w tymże roku. Temperatury prognozowane są dramatyczne, po kilkanaście stopni mrozu w „najcieplejszym” momencie dnia!

Ekstraklasa S.A., czyli spółka zarządzająca rozgrywkami, zapowiedziała, że o odwołaniu pierwszej kolejki nie może być mowy. Najwyżej nie odbędą się poszczególne mecze, gdyby temperatura w momencie ich wyznaczonego rozpoczęcia spadła aż do minus 15 stopni Celsjusza. Dlatego gdy się dowiedziałem, że drugi piątkowy mecz, pomiędzy Radomiakiem i Arką Gdynia, został odwołany, byłem pewny, że zadziałała właśnie ta procedura, bowiem Radom, w porównaniu z Lubinem, leży zdecydowanie bliżej wschodnich rejonów kraju, w których zapowiadane były największe mrozy.

A zadziała procedura związana z nieśmiertelnym prawem Murphy’ego, czyli - jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie. Jakby mało było problemów z pogodą, na stadionie Radomiaka doszło do awarii zasilania, więc oświetlenie boiska na obiekcie nie działało, dlatego mecz nie mógł się odbyć.

Ciekawe, czy w inauguracyjnej kolejce rozegrane zostaną, z powodu zapowiadanych mrozów, wszystkie pozostałe? Nawet jeśli zostaną, nikt mnie nie przekona, że przy kilkunastostopniowym mrozie można normalnie grać w piłkę. Można tylko próbować albo udawać, że się w nią gra.

Od lat powtarzam, że przy panującym w Polsce klimacie, grudzień, styczeń i luty to nie jest okres na granie w piłkę. Jako argument przemawiający za tą tezą niech posłuży opinia… rolnika, od którego kupuję ziemniaki na targu – natury nie oszukasz!

A wszystkim, którzy mimo strasznego mrozu jednak wybiorą się na pozostałe mecze Ekstraklasy w pierwszej kolejce drugiej części sezonu, życzę przede wszystkim zdrowia.

▬ ▬ ● ▬