Rodak krzywdy nie zrobi

Gdy planowałem napisanie tekstu po rewanżowych meczach ćwierćfinałowych Ligi Mistrzów, nie przypuszczałem, że będzie głównie o sędziach. A tak mi wychodzi.

Mecz Bayernu Monachium z Realem Madryt był naprawdę pasjonujący. Od pierwszej minuty, bez żadnej przenośni. Minęło ledwie nieco ponad pół minuty, gdy bramkarz gospodarzy Manuel Neuer zafundował prezent gościom przy wybiciu piłki. Arda Güler uderzył ją natychmiast bez przyjęcia z kilkudziesięciu metrów trafiając do pustej bramki. Dał w ten sposób swojej drużynie prowadzenie, co oznaczało odrobienie strat z pierwszego meczu (Real przegrał w Madrycie 1:2).

Bayern, który kilka razy gonił wynik, ostatecznie wygrał 4:3. Jednak czysto piłkarskie wrażenia zostały zakłócone w końcówce kilkoma scenami, a jedną z głównych ról odegrał w nich słoweński sędzia Slavko Vinčić. Na wszelki wypadek przypomnę, że to ten sam, który niedawno prowadził mecz barażowy Polaków ze Szwedami w Sztokholmie.

Niecałe pięć minut przed końcem rewanżowego spotkania w Monachium Eduardo Camavinga z Realu zobaczył drugą żółtą kartkę, więc po chwili także czerwoną. Jeśli dobrze odczytałem intencje Vinčicia związane z podjętą przez niego decyzją, główny wpływ miało na nią opóźnianie gry. Francuz po odgwizdaniu przewinienia (raczej zdecydowanie nie na kartkę) jeszcze kilka razy lekko kopnął piłkę, co można było uznać za uniemożliwienie wznowienia tej gry.

Decyzja wydawała się zbyt sroga. Real prowadził wtedy 3:2, czyli zapowiadała się dogrywka. Jednak już bez Camavingi stracił w samej końcówce dwa gole, przegrywając ostatecznie 3:4 i odpadając z rozgrywek. Wtedy rozpętała się prawdziwa burza, bez żadnej przenośni. Piłkarze madryckiego klubu zaczęli na wyścigi startować do arbitrów wylewając swoje żale. Zakończyło się to pokazaniem Ardzie Gülerowi czerwonej kartki, już jako zawodnikowi wcześniej zmienionemu. Nie wiem jakim cudem żadnej nie dostał Jude Bellingham, choć pyskował arbitrom zdecydowanie więcej niż Turek.

Nie jestem tak naiwny i głupi, by za wszystkie boiskowe grzechy przede wszystkim obwiniać sędziów. Zdaję sobie doskonale sprawę, że podczas meczów mają do czynienia z kilkudziesięcioma cwaniakami, którzy udają, oszukują i kombinują na potęgę, by wymusić korzystne decyzje. Największym nieszczęściem jest, gdy naprzeciw nich stanie sędzia z rozbudowanym ego. Od lat patrząc na Vinčicia, jego mowę ciała, odnoszę wrażenie, że on niestety właśnie takie posiada, że to „pan sędzia”. Gdyby było inaczej, być może nie chciałby udowadniać, że jest najważniejszy na boisku, lepiej wyczuł moment meczu i nie pokazał Camavindze drugiej żółtej kartki?

Wydaje mi się, ze największą zaletą Vinčicia jest… narodowość. Jako Słoweniec może zawsze liczyć na wsparcie swojego rodaka. Nie wierzę, by prezydent UEFA Aleksander Čeferin pozwolił mu zrobić krzywdę! Warto o tym pamiętać śledząc jego dalszą sędziowską karierę.

Także w innym ćwierćfinale doszło do sytuacji, na bazie których tworzone są teorie, że jedna z drużyn „została okradziona”. Działo się to w meczu Atlético Madryt z Barceloną zakończonym wynikiem 1:2. Piłkarz tej pierwszej drużyny Antoine Griezmann po jego zakończeniu wyjaśniał dziennikarzom, że do żadnej „kradzieży” nie doszło. Chodziło mu o wyrzucenie z boiska Erica Garcíi dziesięć minut przed końcem meczu. Stwierdził, że za faul na zawodniku wychodzącym na czystą pozycję nie może być innej kary. Barcelona potrzebowała wtedy jeszcze jednej bramki, by odrobić straty z pierwszego meczu, który przegrała u siebie 0:2.

Ale więcej kontrowersji wzbudziła sytuacja, gdy Dani Olmo z Barcelony został pchnięty w plecy w polu karnym Atlético przez Marcosa Llorente. Był faul? Należał się rzut karny? Francuski sędzia Clément Turpin nie zareagował, co mnie nawet nie dziwi, bo mógł nie widzieć dokładnie sytuacji? Ale czy jego rodacy - sędziowie VAR, Jérôme Brisard i Willy Delajod, powinni zareagować? Było przewinienie czy Olmo „przyaktorzył” i przewrócił się czując ręce rywala na plecach? Czy zdawał sobie sprawę, że potencjalny karny może być większą korzyścią niż próba dalszego panowania nad piłką? Kwestia trudna do jednoznacznego rozstrzygnięcia biorąc pod uwagę powszechne już boiskowe oszustwa.

Zauważyłem jednak, że sędziowie często nie odgwizdują takich fauli, czyli pchnięć w plecy rywala. I do końca nie rozumiem dlaczego. Oczywiście z pozoru wyglądają niewinnie, w porównaniu choćby z brutalnym wejściem w nogi zawodnika, ale równie skutecznie potrafią przeszkodzić w finalizacji akcji.

Skoro tyle miejsca poświęciłem Realowi i Barcelonie, znów słuszna okazała się stara dziennikarska zasada, że przegrani są bardziej medialni. To chociaż wspomnę o wygranych. W półfinałach Ligi Mistrzów Atlético zagra z Arsenalem Londyn a Paris Saint-Germain z Bayernem.

▬ ▬ ● ▬