2012-12-10
Puenta po drobnym liftingu
Na Józefa Wojciechowskiego, byłego prezesa i właściciela Polonii Warszawa, zawsze można liczyć. Dzięki niemu naprawdę trudno się nudzić.
Udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”. Samopoczucie nadal znakomite. Zdolność do jakiejkolwiek autorefleksji nadal niemal zerowa. Czyli bez zmian.
Zasłynął z częstej zmiany trenerów – w ciągu sześciu lat zatrudnił siedemnastu, czy raczej siedemnastu pogonił. Pewnie dlatego z żadnym się nie zaprzyjaźnił, wręcz przeciwnie. „Ale jaki jest ich poziom w Polsce? Czy w ogóle powinniśmy ich nazywać trenerami?" – pyta. Skoro taki jest poziom trenerów, to co powiedzieć o prezesach, którzy mimo tego ich zatrudniają? Może zabraknąć skali na dole podziałki.
Sam to zresztą potwierdza z rozbrajającą szczerością w odpowiedzi na pytanie czego się nauczył w Polonii:
„Niczego. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zespół o połowę słabszy, jakim jest dzisiejsza Polonia w porównaniu do tej sprzed pół roku, zaczął wygrywać w lidze”.
To chyba jeden z niewielu przypadków, w których zgadam się z panem prezesem bez najmniejszych zastrzeżeń. Chętnie bym doradził za darmo, wyjaśniłbym w kilku prostych zdaniach, ale... Dla jego dobra (podkreślam!) zrobić tego nie mogę. Poskarżył się:
„…przez stres związany z kierowaniem Polonią uszkodziłem sobie nerw twarzowy. Nikomu nie życzę takiego bólu. Dziś czuję się zdecydowanie lepiej, uspokoiłem się wewnętrznie”.
A że niczego się nie nauczył, więc choć psioczy na polską piłkę, jednocześnie przyznaje, że ją regularnie ogląda. Przynajmniej mecze Polonii. I bardzo źle. To tylko może pogłębić uraz (cierpienie). Już samych karnych (nie)strzelanych przez Polonię bez relanium oglądać się nie da. Dlatego pan prezes tematy piłkarskie powinien omijać szerokim łukiem, a te polonijne w szczególności.
Zastanawiam się jak mu pomóc? Może jakaś terapie przejściowa? Na przykład zainteresować go jednym ze sportów indywidualnych? Powinno być mniej stresu niż przy drużynowych. I zawsze łatwiej znaleźć winnego. Tylko jaki sport? Długo kombinowałem i znalazłem idealny - samotni żeglarze! I to najlepiej ci z rejsów dookoła świata. Pewnie z pół roku taki płynie, więc jeden stres dla pana prezesa na sześć miesięcy przy ogłaszaniu wyników. Poza tym ciężko by się było dodzwonić do delikwenta na środku oceanu. A pan prezes lubił dzwonić nawet w przerwie meczu do trenerów, oj lubił.
W wywiadzie z Józefem Wojciechowskim jest jeden bardzo optymistyczny wątek. Na ostatnie pytanie czy wróci do piłki, odpowiada: „Nigdy nie mówię nigdy. Jednak w najbliższym czasie nie planuję powrotu”. A dlaczego tylko w najbliższym czasie? Dlaczego? Gdyby ktoś jeszcze zadał panu takie pytanie, proponuję wersję odpowiedzi po lekkim liftingu: „NIGDY. NIE PLANUJĘ POWROTU”. I szczerze życzę wytrwania w tym postanowieniu.
▬ ▬ ● ▬








