2026-02-20
Pozamiatane
Dwie polskie drużyny rywalizowały w pierwszych meczach barażowych o awans do 1/8 finału Ligi Konferencji. Trzecia już wcześniej go wywalczyła.
Tą trzecią jest Raków Częstochowa, który jeszcze na jesieni zapewnił sobie automatyczny udział we wspomnianej 1/8 finału zajmując miejsce w pierwszej ósemce tabeli fazy ligowej Ligi Konferencji. Nie musiał więc w czwartkowy wieczór mierzyć się z żadnym rywalem w barażach. Dwie pozostałe polskie drużyny musiały i to z dwoma naraz. Tym dodatkowym była pogoda.
Szczególnie w przypadku Lecha Poznań podróż do Finlandii okazała się wyjątkowo mroźnym doświadczeniem. Mecz z Kuopionem Palloseura w Tampere (klubowy stadion przeciwników mistrzów Polski nie spełnia wymogów licencyjnych UEFA) odbywał się w temperaturze minus 12 stopni Celsjusza, przy wilgotności 88 procent, jeszcze wzmagającej poczucie chłodu. Jagiellonia grała w Białymstoku z włoską Fiorentiną przy „tylko” minus 6 stopniach i o jeden procent niższej wilgotności. To efekt rozbudowania systemu rozgrywek przez UEFA zmuszający do rozgrywania meczów we wschodniej Europie w miesiącach, które się do tego nie nadają.
Ale mecze się odbyły, a najważniejsze, że bez przeszkód odbyły się telewizyjne transmisje, które można przecież obejrzeć w ciepłych kapciach. Bo właśnie telewizja, czyli związane z nią prawa telewizyjne nabyte za określone pieniądze, gwarantują odpowiednie przychody z rozgrywek. Reszta jest już tylko problemem tych, którzy w opisanych warunkach muszą hasać po zmrożonych boiskach.
I piłkarze dwóch polskich drużyn hasali w czwartkowy wieczór w najlepsze. Oba mecze były trochę do siebie podobne. W obu wyraźnie wygrali goście – Lech 2:0, a Fiorentina 3:0. Ale wyniki mogą być mylące. Choć drugie zwycięstwo wyższe, wcale nie wydawało się takie oczywiste, przynajmniej przez pierwszą połowę. Jagiellonia starała się grać w piłkę z potencjalnie silniejszym rywalem na ile umiała i do przerwy utrzymywał się bezbramkowy wynik. Po meczu jej trener Adrian Siemieniec potrafił do bólu trzeźwo, nie pierwszy raz zresztą, ocenić występ swoich piłkarzy, twierdząc:
„Ale nie stwarzaliśmy zagrożenia…”
Za to rywale po przerwie okazali się do bólu skuteczni, punktując Jagiellonię ze stałych fragmentów gry – po rzucie rożnym, wolnym i karnym. Podniecanie się rzutem wolnym Bartłomieja Wdowika, po którym piłka trafiła w słupek, należy w tym kontekście uznać co najwyżej za niedorzeczną próbę leczenia się z kompleksów. Strzał w słupek to strzał niecelny. A jak się wykorzystuje rzuty wolne pokazał Rolando Mandragora pięknym uderzeniem obok muru posyłając piłkę do siatki.
Fiorentina broni się przed spadkiem z Serie A, co jest dla niej priorytetem w tym sezonie, dlatego jej trener Paolo Vanoli w Białymstoku posłał do boju mocno rezerwowy skład. Mimo tego pokazała rywalom z Polski jak wielka jest ciągle różnica pomiędzy poziomem ligi w obu krajach. Marzenia o wyeliminowaniu zespołu przeżywającego kryzys okazały się mrzonką, bo nawet w kryzysie dysponuje określonym potencjałem trudnym do przecenienia. Za tydzień we Florencji Jagiellonia nie ma szans na wyeliminowanie Fiorentiny. No, chyba, że ta przegra sama ze sobą, lekceważąc przed rewanżem rywali.
Ta sama uwaga dotyczy też Lecha po jego wyjazdowym zwycięstwie 2:0 w Finlandii. Kuopion, który już po niecałym kwadransie stracił zawodnika wyrzuconego z boiska po czerwonej kartce, nie był w stanie zagrozić gościom, stwarzając choćby jedną dogodną sytuację. Niewiele jednak z tej przewagi mistrzów Polski wynikało, a dwie zdobyte przez nich bramki to raczej maksimum tego, co byli w stanie tego dnia osiągnąć. Przed rewanżem w Poznaniu muszą uważać, by za bardzo nie zachłysnąć się łatwym zwycięstwem i za tydzień przede wszystkim nie przegrać sami ze sobą.
Czyli w przypadku obu polskich drużyn praktycznie już wszystko – patrz tytuł.
▬ ▬ ● ▬







