Pod wulkanem

Fot. Janusz Partyka/legia.com

Edward Iordănescu pozostaje trenerem Legii Warszawa. Na jak długo? Intrygujące pytanie, nie sądzę jednak, by ktoś potrafił na nie odpowiedzieć.

Od niedzielnego wieczoru, czyli wygranej Zagłębia z Legią 3:1 w Lubinie w ostatniej kolejce ligowej, w mediach pojawiły się teksty, których tytuły informowały, że w warszawskim klubie sytuacja jest „coraz bardziej gorąca” albo, że już „wrze”. Rumuński trener drużyny na konferencji zaraz po bolesnej porażce stwierdził:

„Przegraliśmy mecz przez naszą naiwność. Jesteśmy w klubie, który chce i musi wygrywać trofea. Nie możesz grać futbolu defensywnego. Musisz grać futbol proaktywny, mieć kontrolę nad meczem i wygrywać. Kontrola bez wykończenia jest nic nie warta”.

Nie wiem ile warte są jego słowa dla kibiców i, przede wszystkim, szefów Legii. Odnoszę wrażenie, że sam zaczął przygotowywać sobie drogę ewakuacji, mówiąc jeszcze:

„Z naiwnością, którą gramy, nie ma szans, aby zdobyć tytuł. Zanim odpowiem na resztę pytań - sam muszę znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania. Muszę sam znaleźć rozwiązania. Na niektóre rzeczy mam wpływ, a na niektóre nie”.

Kolejny fragment odbieram jako dowód pewnego rodzaju bezradności i próby wyjścia z twarzą z sytuacji, z którą sobie nie radzi:

„Moje doświadczenie daje mi moją pewność. Moja przeszłość daje mi pewność. Nie przyszedłem tutaj z trzeciej, czy drugiej ligi. Przyszedłem tutaj mając doświadczenie. Byłem w klubach, z którymi zdobywałem trofea. Byłem w kadrze narodowej. Znam swoją pracę. Teraz nie czuję takiego strachu. W futbolu są rzeczy, na które się nie ma wpływu. Moja przyszłość tak naprawdę nie jest istotna. Najważniejsza jest przyszłość klubu. Jestem zły, sfrustrowany, ale wiem, że to klub jest najważniejszy. Zależy mi na szczęściu naszych kibiców. Czujemy ich wsparcie. Przepraszam za to, co kibice zobaczyli w ostatnich tygodniach. Najważniejsze dla Legii są wyniki”.

​To Iordănescu mówił w niedzielę. W poniedziałek pojawiły się informacje, że (za: (sport.tvp.pl):

„W Legii doszło do pewnych rozmów i spotkań, w których uczestniczyli też piłkarze. Sam Iordanescu zadeklarował gotowość do rozstania z Wojskowymi. Można to odebrać tak, że Rumun de facto podał się do dymisji i był skłonny skończyć swoją misję w Warszawie”.

Zaprzeczył temu jednak w rozmowie z Canal+ dyrektor operacyjny Legii, Fredi Bobic. Ale (za: meczyki.pl):

„W tym momencie władze nie skreślają projektu Iordanescu i chcą dać Rumunowi szansę na wyjście z kryzysu. Nie znaczy to jednak, że "Wojskowi" w najbliższych dniach nie będą rozglądać się za nowym trenerem. W obecnej sytuacji byłoby to wręcz nieodpowiedzialne. Klub musi szykować się na awaryjne scenariusze. Ale robienie zmiany dla zmiany, bez odpowiedniego przygotowania, byłoby chyba najgorszym rozwiązaniem”.

Iordănescu wspomniał o naiwności swojej drużyny, choć zastanawiam się, czy sam nie okazał się najbardziej naiwny. Czy przychodząc do Warszawy na pewno do końca zdawał sobie sprawę w co się pakuje? Bo Legia jest jak wulkan, nigdy nie ma spokoju, erupcji można się spodziewać nawet w najmniej spodziewanych momentach. Problemy mogą się pojawić zawsze i wszędzie – na boisku, w klubowych gabinetach, na trybunach.

Rumun przekonywał, że jego doświadczenie daje mu pewność, ale nie wierzę, by wcześniej zdobył takie, jak podczas pracy w Legii.

▬ ▬ ● ▬