2025-11-20
Niemal euforia, czyli witaj… Kiszyniowie?
W Zurychu odbyło się losowanie par barażowych eliminacji do mistrzostw świata. Czyli już wszystko wiadomo? Niekoniecznie, choć chyba tylko dla mnie.
Najpierw króciutko o innych ścieżkach barażowych, by znać tło dla dyskusji o tej reprezentacji Polski. W marcowych barażach interkontynentalnych (wszystkie mecze w Meksyku): Nowa Kaledonia zmierzy się z Jamajką o prawo gry w finale z Demokratyczną Republiką Konga, a Boliwia z Surinamem, by w finale powalczyć z Irakiem. Dwie najlepsze drużyny z tych baraży zagrają w finałach mistrzostw świata.
W barażach europejskich (cztery ostatnie miejsca do obsadzenia) w ich finałach zmierzą się zwycięzcy następujących półfinałów:
Ścieżka A: Włochy - Irlandia Północna oraz Walia - Bośnia i Hercegowina
Ścieżka C: Turcja - Rumunia oraz Słowacja - Kosowo
Ścieżka D: Dania - Macedonia Północna oraz Czechy – Irlandia
Gospodarzami finałów będą zwycięzcy drugich wymienionych meczów.
I na deser Ścieżka B, w której Polska zagra w półfinale u siebie, prawdopodobnie w Warszawie, z Albanią. Jeśli wygra, zmierzy się w finale na wyjeździe ze zwycięzcą pary: Ukraina - Szwecja. Lustrując tylko pobieżnie tytuły komentarzy po losowaniu trudno oprzeć się wrażeniu, że lepiej być nie mogło. Jedyna wątpliwość, czy w finale z Ukrainą na Narodowym czy na Legii? Po prostu opatrzność nad nami czuwała i jeśli po takim losowaniu nie uda się wywalczyć awansu do mistrzostw świata, drużyna na ten awans zwyczajnie nie zasługuje. Krótko mówiąc – niemal euforia!
Selekcjoner Jan Urban udzielając telewizyjnego wywiadu zaraz po losowaniu stwierdził:
„Nie możemy narzekać”.
Dodał, że „powinno być oczywiste, że jesteśmy faworytem”. I choć podkreślił konieczność posiadanie „szacunku dla rywala”, równie ważna przed barażami jest „pewność siebie”.
Pewnie, że jest. Mentalność w takich starciach, gdy decyduje jeden mecz, często ma równie ważne znaczenie jak umiejętności czysto piłkarskie. Szczególnie w przypadku, gdy każda z drużyn Ścierżki B jest w stanie wygrać z każdą. Przynajmniej moim zdaniem, czyli niereformowalnego realisty.
Jeśli chodzi o Albanię, doskonale pamiętam ostatni mecz z nimi, gdy zlali naszych w Tiranie w eliminacjach do mistrzostw Europy. Najlepszą motywacją dla zawodników, przed spotkaniem w marcu, powinno być pokazanie im tamtej porażki, by uświadomić, czym może skończyć się ich zlekceważenie.
Teraz kwestia potencjalnego rywala w finale, zakładając optymistycznie, że uda się pokonać Albańczyków. Nie wiem, dlaczego nikt nie bierze pod uwagę, że może nim być Szwecja. W eliminacjach do mistrzostw świata grała fatalnie, dlatego do baraży dostała się wyłącznie za wyniki w Lidze Narodów. Ale mimo tego ma naprawdę kilku niezłych grajków, którzy mogą znów „odpalić” w najbliższych meczach po niedawnej zmianie trenera. Bo, to uwaga dotycząca nie tylko Szwedów, do marca jeszcze jest trochę czasu i różne rzeczy mogą się w tym okresie wydarzyć.
I na koniec miejsce potencjalnego finału, zakładając, że znajdzie się w nim Ukraina. Nikt na razie nie zwrócił uwagi na intrygujący szczegół związany z półfinałami. Wszystkie mają się odbyć 26 marca. Jeśli Polska zagra z Albanią na Narodowym, to czy tego samego dnia Ukraina (jako gospodarz) zagra na Legii (wstępnie oficjalnie zgłosiła ten stadion do rozgrywek) ze Szwecją? Czy to możliwe, ze względów bezpieczeństwa, by dwa międzynarodowe mecze odbywały się w tym samym czasie w jednym mieście na dwóch stadionach oddalonych o trzy kilometry!? Trzeba by zapytać chyba komendanta warszawskiej policji, czy wyda pozwolenie na dwie wspomniane imprezy masowe w określonej lokalizacji w określonym terminie i będzie w stanie odpowiednio je zabezpieczyć.
Choć pojawił się jeszcze większy problem, przynajmniej z polskiego punktu widzenia. Zaraz po losowaniu w Zurychu odezwał się do mnie znajomy mołdawski dziennikarz, zazwyczaj dobrze poinformowany o wszystkim co się dzieje w piłce w krajach byłego imperium Związku Radzieckiego. Dowiedział się od kolegi z Ukrainy, że tamtejsza federacja rozważa rozegranie potencjalnego finału w… Mołdawii. Gdyby miała się w nim zmierzyć z Polską, może zagrać w stolicy tego kraju, Kiszyniowie.
Zapytałem, czy starania o potencjalną zmianę lokalizacji są już pewne. Odpowiedział, że na razie tylko to niepotwierdzone informacje. Ciekawe czy się spełnią. Mam nadzieję, jeśli rzeczywiście dojdzie do takiego meczu, że prezes PZPN Cezary Kulesza, zaprawiony w różnych trudnych biznesowych negocjacjach, przedstawi Ukraińcom propozycje nie do odrzucenia (oczekiwane przychody z dnia meczowego) związaną z możliwością jego rozegrania jednak na Narodowym.
▬ ▬ ● ▬








