2021-07-18
Niechciane medale
Tydzień zaczął się i zakończył tematem z pozoru banalnym, przynajmniej dla mnie. Na tyle jednak niedorzecznie skomentowanym, że trudno pozostać obojętnym.
W poprzednią niedzielę zakończyły się mistrzostwa Europy. Po meczu Anglików z Włochami, decydującym o tytule, było mnóstwo komentarzy, co nikogo oczywiście nie powinno dziwić. Ale dziwić powinna interpretacja jednego wydarzenia.
Po finale tradycyjnie następuje dekoracja zawodników obu drużyn. Najpierw szpaler tworzą ci ze zwycięskiej i biją brawo pokonanym, którzy przechodzą przez niego, by odebrać medale. Nie jest to dla tych drugich przyjemny moment. Pogodzić się z porażka, gdy było się krok od triumfu, musi stanowić wyzwanie dla psychiki każdego przegranego.
Widziałem wiele razy, podczas finałów mistrzostw świata czy Europy, ale też europejskich pucharów, jak zaraz po zejściu z podium zawodnicy ściągali z szyi medale, albo robili to, gdy jeszcze nawet z niego nie zeszli. Taka forma odreagowania, by zdjąć z siebie dowód porażki. Niby bezcenna pamiątka z finału, ale tylko w srebrnym, a nie złotym kolorze, dlatego bolesna, co potrafię doskonale zrozumieć.
Może jedynie Chorwaci, na ostatnich mistrzostwach świata, wyłamali się z tej niepisanej tradycji. Ale osiągnęli wynik ponad stan, więc chyba łatwiej było im przyjąć przegraną w finale z Francuzami na Łużnikach w Moskwie.
Poza tym przyzwyczaiłem się już do natychmiastowego ściągania srebrnych medali z szyi natychmiast po dekoracji. Byłbym nawet zdziwiony, widząc zawodników, którzy tego nie robią. Dlatego z prawdziwym osłupieniem śledziłem przez kilka dni dyskusję w mediach związaną ze standardowym już zachowaniem Anglików po ich przegranych w rzutach karnych finale na Wembley.
Rozpętała się burza, że zachowali się skandalicznie, że nie szanują drugiego miejsca, które zdobyli. Znaleźli się nawet tacy, którzy kompletnie stracili kontakt z rzeczywistością i najwyraźniej uwierzyli w swą nadprzyrodzoną moc, dlatego postanowili rzucić na nich… klątwę! To głupota w najczystszej formie bazująca na braku pamięci i pokory choćby w śladowej wersji.
Uzbrojony w taką wiedzę ciekawy byłem co stanie się z niechcianymi srebrnymi medalami po meczu otwierającym nowy sezon w polskiej piłce. Bo takim jest przecież spotkanie o Superpuchar, które odbyło się w Warszawie. Mistrz, Legia, grał ze zdobywcą pucharu, Rakowem Częstochowa. Mając w pamięci sztucznie rozdmuchany problem z Wembley, bardziej mnie interesowało, co stanie się zaraz po dekoracji w Warszawie, niż kto zdobędzie trofeum na inaugurację sezonu.
Emocji było sporo, grzechem więc byłoby narzekać. W pierwszej połowie Raków zdecydowanie lepszy, zasłużenie objął prowadzenie. Legia lepsza po przerwie, ale potrzebowała aż doliczonego czasu gry, by wyrównać. A przy wyniku 1:1, zgodnie z regulaminem rozgrywek, od razu strzelano karne. Raków wygrał je 4:3.
Piłkarze z Częstochowy zrobili szpaler, przemaszerowali przez niego ci z Warszawy, a prezes PZPN Zbigniew Boniek wręczył przegranym srebrne medale. Ale na szyi im ich nie wieszał. Każdemu dał do ręki medal w etui. Nie widziałem na twarzach specjalnego entuzjazmu z otrzymania tej pamiątki przypominającej o przegranym meczu. Mam nadzieję, że nie pojawi się żaden kolejny narcystycznie usposobiony mądrala, który zacznie się ich czepiać, że podczas dekoracji nie okazywali należytej radości...
▬ ▬ ● ▬








