Naprawdę wam współczuję

Trafiłem na informację z gatunku, za którym zdecydowanie nie przepadam. Chyba tylko ja, bo widzę jakie budzi zainteresowanie, co specjalnie nie dziwi.

A nie dziwi dlatego, że takimi żywią się z namiętnością współczesne media. Podniecenie im towarzyszące zastępuje najczęściej zdrowy rozsądek. Bo zawsze, gdy pojawia się nazwisko jakiegoś piłkarza, który może grać w reprezentacji Polski, ponieważ jego przodkowie pochodzą z tego kraju, reakcja jest dokładnie taka.

Dlatego z podnieceniem w internecie kopiuje się informację, że tym nowym, a wcześniej niespecjalnie znanym zawodnikiem, który potencjalnie mógłby wylądować w kadrze Jana Urbana, jest niejaki Julian Zakrzewski Hall (za: goal.pl):

„Amerykanin polskiego pochodzenia ma w tym sezonie MLS tyle goli co... Leo Messi. W związku ze świetną formą niespełna 18-letniego piłkarza znów pojawiły się głosy, że PZPN powinien o niego powalczyć”.

Sprawa nie jest nowa:

„Wszystko zaczęło się kilka lat temu, a pierwszy krok wykonał piłkarz z rodziną. Mówimy o momencie, w którym napastnik New York Red Bulls miał niecałe 15 lat. Na stronie PZPN pojawiło się zgłoszenie piłkarza w zakładce »Gramy dla Polski«.

To standardowa procedura dla piłkarzy, którzy mają polskie korzenie i są zainteresowani występami dla biało-czerwonych. Taką ścieżkę przechodził między innymi Matty Cash (łącznie ze złożeniem wspomnianego podania) i wielu innych kandydatów. A zatem to właśnie Zakrzewski Hull wykonał pierwszy krok, rejestrując się w systemie PZPN”.

Wtedy został poddany wstępnej obserwacji i w lutym 2023 roku…:

„...zaproszony na obóz w Chicago i… okazał się najlepszym piłkarzem z wszystkich biorących w nim udział. W nagrodę otrzymał koszulkę reprezentacji Polski z autografami kadrowiczów. Bo taki jest zwyczaj na tego typu obozach PZPN. Zawodnik uznany MVP campu otrzymuje specjalny trykot”.

Potem był kolejny krok, czyli powołanie do reprezentacji Polski do lat 15, jednak:

„Ostatecznie, z różnych powodów, na zgrupowaniu drużyny Dariusza Gęsiora się nie pojawił. Niedługo potem otrzymał za to powołanie do kadry USA do lat 15 i z niego skorzystał. W tym zespole zagrał 9 meczów, w których strzelił 4 gole. Następnie przeskoczył do kadry do lat 17, z którą zagrał nawet w finałach mistrzostw świata U17”.

Zakrzewski Hall podkreślił, że „nie dokonał jeszcze ostatecznego wyboru i wciąż bierze pod uwagę zarówno reprezentację USA, jak i Polski”.

Jak widać zaczęły się schody, raczej strome, skoro PZPN ma teraz o niego „powalczyć”. Użyte słowo nie powinno się specjalnie kojarzyć negatywnie, choć mnie w tym kontekście się niestety od lat kojarzy, skoro:

„Niewykluczone, że (jakieś) znaczenie będzie miało też to, gdzie w najbliższych latach zagra sam piłkarz. Jeśli przeniesie się do Europy, a to jest raczej nieuchronne, to (geograficznie) bliżej mu będzie do Polski. To niczego nie przesądza, ale może być jakąś wskazówką… Minusem na pewno jest to, że Hall praktycznie nie mówi po polsku. Zna tylko podstawowe zwroty”.

No to ja przypomnę zwrot, który używałem już nie raz w podobnych przypadkach (Matt Miazga, Dennis Jastrzembski, Willi Orban), pisząc: „Nigdy nie dzwońcie dwa razy”. To nie PZPN powinien powalczyć o piłkarza. To wyłącznie on powinien powalczyć o miejsce w reprezentacji Polski! Właśnie dlatego nie należy go o to prosić, próbować mu się podlizywać, by przekonać do występów w kadrze jego przodków. Czyli umownie - NIGDY NIE DZWONIĆ PO RAZ DRUGI. Raz musi wystarczyć. Nie chcę w reprezentacji mojego kraju zawodnika, którego trzeba na siłę do tego namawiać. Bo tylko taki, którego nie trzeba, będzie chciał później za nią umierać na boisku, jeśli nadarzy się potrzeba.

Wiem, że jestem niedzisiejszy, za bardzo nie pasuję do obecnych mocno popapranych czasów, ale trudno, nie mam ochoty tego zmieniać. Dlatego nikt mnie nie przekona, że wszystko można kupić, nawet jeśli to kupowanie tylko w przenośni. Nie mam żadnej wątpliwości, że tego, co najcenniejsze w życiu kupić się nie da. Jeśli myślicie inaczej, naprawdę WAM WSPÓŁCZUJĘ.

▬ ▬ ● ▬