2026-02-08
Groźba całkiem… logiczna
W trwającej kolejce Ekstraklasy uwagę mediów przyciągnął mecz dwóch drużyn broniących się przed spadkiem. A właściwie to, co się po nim działo.
Czyli tradycyjnie okazało się, zgodnie ze starą dziennikarską zasadą, że przegrani są ciekawsi od zwycięzców. W tym wypadku znalazła ona potwierdzenie w meczu Arki Gdynia z Legią Warszawa. Zakończył się remisem 2:2, choć sam wynik może okazać się mylący. Gospodarze prowadzili 2:0 do ostatniej minuty, gdy goście strzelili bramkę, by w piątej minucie doliczonego czasu gry dołożyć drugą. W ten sposób uratowali remis, choć pozostają w strefie spadkowej.
Kibice z Warszawy powinni przynajmniej pochwalić swoich piłkarzy, że walczyli do końca i zdobyli chociaż punkt, tak ważny w rywalizacji o utrzymanie. Nic z tych rzeczy. Po końcowym gwizdku ci zostali wezwani pod sektor gości, gdzie udzielono im karnego napomnienia:
„A jak spadniemy, to wszystkich was zaj***emy”.
Takie rozmowy stały się już niestety normą nie tylko w przypadku Legii i nie tylko w przypadku polskich drużyny. Kibice w coraz bardziej bezwzględny sposób traktują zawodników niczym swoich podwładnych, którzy mają wykonywać stawiane przez nich cele. Oburzył się tym Zbigniew Boniek pisząc (za: X, @BoniekZibi):
„Gdzie oni mają godność? Stać i słuchać jak cię wyzywają…….”
Uwaga ciekawa co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, przypomniała mi się sytuacja z meczu towarzyskiego ze Słowacją w 2013 roku, w którym w roli trenera reprezentacji Polski debiutował Adam Nawałka. Kontuzjowany Mateusz Klich obejrzał go z sektora dla VIP-ów, dzieląc się potem swoimi spostrzeżeniami w internecie (pisownia oryginalna):
„40.000 zakazow stadionowych po wczoraj. Bylem na trybunach i to co sie tam dzieje to jest masakra... :/ byle zjesc i ponapier***...”
I jak zareagował na to Boniek, ówczesny prezes PZPN? Zdecydowanie się odciął:
„Kibiców szanujmy, bo mają prawo klaskać i gwizdać. Głowy do góry i do roboty”.
Czyli punkt widzenia zależy wyraźnie od punktu siedzenia. Gdy siedział na prezesowskim stołu, spojrzenie miał zdecydowanie łagodniejsze niż teraz, kiedy patrzy na wszystko z boku i wymądrza się bez ograniczeń.
Po drugie, żeby wymagać od zawodników, by się postawili swoim kibicom, powinni mieć przynajmniej wsparcie ze strony klubu. A gdy przed kilkoma laty dwóch zostało pobitych i to w klubowym autokarze (!), sprawców „nie znaleziono”. Nie zauważyłem, żeby komukolwiek na tym specjalnie zależało.
Po takim bandyckim napadzie jego sprawcy mogli się poczuć absolutnie bezkarni. Nie tylko mogli, ale dalej się czują. A skoro się czują, w ich prostych umysłach pojawiła się kolejna całkiem, z ich punktu widzenia, logiczna groźba. Skoro robią, co chcą, więc chcą robić jeszcze więcej, bo mają niestety na to przyzwolenie. Dosyć prosty mechanizm myślenia i działania.
Ponieważ od lat problemów z kibicami nikt nie odważył się rozwiązać kompleksowo, bo to zbyt kosztowne, co wielokrotnie tłumaczyłem, więc nie udajmy zaskoczonych, że takie bandyckie groźby stają się czymś... normalnym, jakkolwiek to słowo absurdalnie by w takim kontekście nie zabrzmiało.
▬ ▬ ● ▬







