2024-08-24
Flaczki i sztuczny miód
Mocno subiektywne podsumowanie tygodnia tym razem będzie miało… kulinarne odniesienia. Jenak tylko z pozoru, bo kryją się za nim czysto piłkarskie wnioski.
Przeczytałem wywiad z Kamilem Kogutem, byłym skautem między innymi włoskiej Spezii i francuskiego Bordeaux. Opowiedział o ciekawym zdarzeniu związanym z pracą w tym drugim klubie (za: przegladsportowy.onet.pl):
„Pewnego dnia, po przesłaniu do klubu rachunków z wyjazdu, za które miałem dostać zwrot kosztów, zadzwoniła do mnie logistyczka.
– Dlaczego jadłeś obiad w McDonaldzie? – zapytała.
Zamurowało mnie. Zacząłem się zastanawiać, czy kwota rachunku nie była za duża.
– Akurat byłem w trasie z meczu na mecz – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
I w tym momencie dostałem wykład, bym jadł posiłki w normalnych restauracjach, a nie w fast foodach. Pouczyła mnie, że mam się dobrze odżywiać, bo moje zdrowie bezpośrednio wpływa na jakość pracy. "Masz być w pełni wypoczęty i czuć się dobrze" – usłyszałem. Lekko mnie to zszokowało, ale zrozumiałem, że pracuję w bardzo dobrym dla mnie miejscu”.
Od razu przypomniałem sobie… Józefa Wojciechowskiego, byłego właściciela Polonii Warszawa. Piłkarze zatrudnieni w tym klubie z pewnością zrozumieli, że nie pracują w bardzo dobrym dla nich miejscu. Oto dlaczego (za: przegladsportowy.onet.pl):
„Biznesmen wyznawał prostą zasadę - płacę, a nawet przepłacam, więc wymagam. Gdy pewnego dnia stwierdził, że jego piłkarze grają jak robotnicy, między treningami serwowano im flaczki z bułką”.
Pan Wojciechowski nie widział potrzeby, by jego pracownicy – piłkarze zdrowo się odżywiali. Nie potrafił zauważyć także wielu innych istotnych aspektów związanych z piłką, bo się na niej kompletnie nie znał, dlatego z Polonią nie osiągnął nic!
A teraz fragment, który mógłby kandydować do największej „wazelinki tygodnia”. Dotyczy tematu, którym moi rodacy podniecają się od tygodni – występami rodzimych klubów w kwalifikacjach do europejskich pucharów (za: przegladsportowy.onet.pl):
„Takiego wieczoru polski kibic jeszcze nie przeżył! W tysiącach domów w naszym kraju trwał intensywny sprawdzian z umiejętności podzielnej uwagi. Kluby z Ekstraklasy postawiły poprzeczkę jeszcze wyżej, masowo strzelając gole, ale także je tracąc. Wszystkie wyniki doprowadzają nas jednak do jednego, zbiorowego zachwytu”.
Lepiej niech każdy mówi za siebie. Ja się szczególnie „zachwyciłem” wynikiem Lecha, co autor tekstu też w końcu raczył zauważyć:
„Ale przecież jest jeszcze Lech Poznań, który okazał się potężną łychą dziegciu w beczce miodu”.
Ten miód nie jest niestety naturalny, a stanowi sztuczny produkt według receptury kontrolowanej z Nyonu. Jak konsumowanie go w nadmiarze może zaszkodzić, przekonaliśmy się po wspomnianym meczu Lecha, gdy efekt przesłodzenia zamienił się w trudny do zniesienia posmak goryczy.
Ale owe podniecenie ma czysto materialny kontekst:
„Jesteśmy o krok od tego, by lada moment zmusić UEFA do wyczekiwanego przez wielu ruchu: przelewu ogromnych środków do Polski. (…)
Jeśli wszystkie cztery kluby znajdą się za tydzień w Lidze Konferencji, na konta każdego z nich wpłynie co najmniej 4 mln euro, a to może być tylko wstęp do pokaźnego pompowania pieniędzy z Europy do Ekstraklasy. Poczwórne premie to coś, czego polska piłka jeszcze nie widziała. Tylko w tym sezonie do naszej ligi od UEFA może powędrować ponad 68 mln zł. Może być zatem świadkami podręcznikowego efektu kuli śniegowej”.
68 milionów złotych to około 16 milionów euro. Tyle w Europie kosztuje niezły piłkarz, ale na pewno nie z tej najwyższej półki. Przykład zza południowej granicy – Slavia Praga sprzedała w lipcu Senegalczyka El Hadji Malicka Dioufa do West Hamu United za 18 milionów euro (według innych źródeł – 19 milionów funtów), więc w Czechach powinien już zacząć działać „podręcznikowy efekt” jeszcze większej „kuli śniegowej”.
Poddaje to pod rozwagę wszystkim zachłyśniętym wspomnianą sumą. Jeśli więc klub z jakiegoś kraju sprzeda za 16 milionów swojego grajka, na jego konto wpłynie tyle, ile przed cztery rundy kwalifikacyjne do europejskich pucharów mogą zarobić polskie cztery.
▬ ▬ ● ▬








