2026-02-04
Czy naprawdę wierzycie, że...
Dariusz Mioduski udzielił bardzo długiego wywiadu. Gdy go przeczytałem, zrozumiałem dlaczego udzielił, bo za często przecież nie udziela.
Wywiad z właścicielem Legii Warszawa ukazał się na portalu beIN Sports USA. Został szybko zauważony w rodzimych mediach, ale zamiast czytać przetłumaczone fragmenty wolałem dotrzeć do oryginału. Opłaciło się, bowiem zrozumiałem dlaczego „przerwał milczenie”, jak rozmowę z nim reklamowano. Wywiadów przecież za często nie udziala, szczególnie ostatnio, gdy kibice jego klubu nie pominą żadnej okazji, by go wyszydzić, często w wyjątkowo wulgarny sposób.
Legia, już z wymarzonym trenerem, zaliczyła falstart w drugiej części sezonu przegrywając w inaugurującym ją meczu z Koroną Kielce 1:2. Zajmuje w tabeli przedostatnie miejsce, czyli w strefie spadkowej, i rozpoczyna trudną walkę o utrzymanie. Czytając wywiad trudno jednak odnieść wrażenie, że udziela go szef klubu, który znalazł się pod ścianą, a którego nienawidzą kibice tegoż klubu. To raczej portret, kreślony słowami samego bohatera, człowieka sukcesu, obszernie opowiadającego jak do niego doszedł. Do tego bogato ilustrowany zdjęciowo w formie przewidzianej dla materiałów o ludziach wybitnych. Dzięki temu zrozumiałem, dlaczego Mioduski wywiadu udzielił. Raczej wiedział, że krzywdy nikt mu w nim nie zrobi. Był mu potrzebny jak tlen w trudnych czasach, by mógł trochę poperorować w ulubionym dla siebie stylu. A przede wszystkim zaprezentować się jako człowiek sukcesu.
Jak w bajce o milionerze zaczynającym karierę jako czyścibut, opowiedział o swoich początkach w Stanach Zjednoczonych, do których wyemigrował z rodzicami jako nastolatek:
„Szybko zrozumiałem, że w Ameryce pochodzenie nie liczy się tak bardzo, jak osiągnięcia. Jeśli pracowałeś ciężej niż kolega obok, awansowałeś. Ten bezpośredni związek między wysiłkiem a nagrodą był czymś, czego nigdy nie doświadczyłem w komunistycznej Polsce i to mnie napędzało. To było trudne, owszem, ale też po raz pierwszy poczułem, że moja przyszłość jest całkowicie w moich rękach”.
Łatwo nie było, ale...”
„Podejmowałem się różnych prac fizycznych, aby pomóc rodzinie, od koszenia trawników i remontowania domów po szorowanie podłóg w McDonaldzie, gdzie początkowo nie mogłem nawet obsługiwać klientów z powodu braku znajomości angielskiego. Ale Ameryka obudziła we mnie coś – przekonanie, że ciężka praca naprawdę ma znaczenie. Włożyłem wszystko w edukację, kończąc Uniwersytet St. Thomas w Houston, a następnie, zaledwie pięć lat po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych bez znajomości języka, zostałem przyjęty na Harvard Law School. Ta podróż ukształtowała mnie jako człowieka, którym dziś jestem. Nauczyła, że z determinacją wszystko jest możliwe i to nastawienie nadal stosuję w biznesie i życiu”.
Na tak zbudowanym tle Mioduski mógł popływać na ulubionych wodach wielkiej piłki, odpowiadając na wymarzone pytanie o swojej roli wiceprezesa European Football Clubs, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Klubów:
„Zostałem właścicielem Legii w 2014 roku i szybko zdałem sobie sprawę, że najważniejsze decyzje dotyczące polskiej piłki nożnej i jej przyszłości zapadają nie tylko w Warszawie czy w Polsce, ale w europejskich organizacjach, takich jak UEFA i EFC. Wtedy postanowiłem się zaangażować, ponieważ tylko w ten sposób można lepiej zrozumieć te decyzje i mieć na nie wpływ. W 2015 roku zostałem wybrany do zarządu EFC, a dwa lata później zostałem jednym z jej wiceprzewodniczących. Nie odniósłbym sukcesu bez doświadczenia w międzynarodowym biznesie. Praca w takiej organizacji wymaga lepszego zrozumienia wszystkich mechanizmów rządzących piłką nożną, umiejętności szukania kompromisów, znajdowania nowych rozwiązań, negocjacji i budowania relacji. W europejskiej piłce nożnej panuje bardzo duża polaryzacja finansowa, a kluby często mają sprzeczne interesy. Naszą rolą jest jednak zapewnienie zrównoważonego rozwoju tego sektora, uwzględniającego interesy wszystkich klubów i ich kibiców”.
Padło też pytanie o przyczyną obecnego kryzysu Legii, przez które przepłynął w podobnym stylu:
„Wynik sportowy na koniec pierwszej połowy sezonu rozczarował nas wszystkich i nie powinniśmy dopuścić do takich sytuacji. Dokonaliśmy udanych transferów, ale niektóre decyzje dotyczące działu sportowego okazały się spóźnione lub chybione. W sporcie wszystkie elementy muszą do siebie pasować, inaczej cała struktura się chwieje. Dlatego uznaliśmy, że nie możemy sobie pozwolić na błędną decyzję dotyczącą stanowiska trenera i zdecydowaliśmy się na Marka Papszuna. Osiągnięcie tego celu wymagało dużo pracy i zajęło więcej czasu, niż zakładaliśmy, co kosztowało nas kolejne punkty. Teraz czas odrobić te straty”.
A dlaczego Papszun? Ponieważ:
„Udowodnił, że jest jednym z najlepszych trenerów w Polsce. Świadczą o tym nie tylko jego osiągnięcia, ale także charakter, etyka pracy i wartości, którymi się kieruje. Poza tym, pochodzi z Warszawy i od lat jest emocjonalnie związany z Legią, to znaczy, że na poziomie DNA reprezentuje wszystko, czego Legia potrzebuje dzisiaj. Wierzę, że to wszystko, w połączeniu z ogromną dyscypliną, przyniesie oczekiwane rezultaty”.
Czyli właściwie wszystko pod kontrolą. Problemy były, ale (z przyjściem Papszuna) się skończyły. Jakie więc cele na drugą połowę sezonu? Proste:
„Celem Legii jest zawsze zwycięstwo. Teraz musimy skupić się na systematycznej odbudowie naszej pozycji w tabeli. Każdy mecz się liczy. Tabela jest tak płaska, że każda runda może przynieść znaczące przetasowania. Jako właściciel oczekuję, że dział sportowy zrealizuje nasze cele. Moim celem na koniec sezonu jest znalezienie się w czołówce tabeli i zrobienie wszystkiego, aby awansować do europejskich pucharów, ale teraz absolutnym priorytetem jest skupienie się na każdym meczu, aby odwrócić sytuację sportową. Mamy wielu utalentowanych zawodników, świetną kadrę trenerską i szkoleniową, nowoczesne centrum treningowe zapewniające najlepsze warunki do treningu i wszystko, co potrzebne do osiągnięcia sukcesu. Oczekuję, że dział sportowy, przy wsparciu Marcina Herry z zarządu i całego zespołu, wykorzysta to wszystko jak najlepiej”.
I jeszcze odpowiedź na pytanie o „nowe impulsy i powody do optymizmu”:
„Dziś jestem przekonany, że mamy absolutnie wszystko, co potrzebne, aby odwrócić sytuację sportową i wrócić na zwycięską ścieżkę. Jestem optymistą, nie z powodu ślepej nadziei, ale dlatego, że wierzę, że stworzyliśmy odpowiednie struktury. Klubem zarządzają właściwi ludzie, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, którzy w pełni rozumieją swoje cele i stojące przed nimi zadania. Co najważniejsze, zapewniliśmy im optymalne warunki i zasoby do skutecznej realizacji tych celów, więc teraz liczy się tylko realizacja”.
Kibicom Legii na pewno najbardziej spodoba się stwierdzenie, że „klubem zarządzają właściwi ludzie”. Przy tej okazji zapytam ich – czy domagając się odejścia z niego Mioduskiego naprawdę wierzycie, że prezes sam się zwolni?
▬ ▬ ● ▬








