Czy naprawdę wierzycie, że...

Fot. Trafnie.eu

Dariusz Mioduski udzielił bardzo długiego wywiadu. Gdy go przeczytałem, zrozumiałem dlaczego udzielił, bo za często przecież nie udziela.

Wywiad z właścicielem Legii Warszawa ukazał się na portalu beIN Sports USA. Został szybko zauważony w rodzimych mediach, ale zamiast czytać przetłumaczone fragmenty wolałem dotrzeć do oryginału. Opłaciło się, bowiem zrozumiałem dlaczego „przerwał milczenie”, jak rozmowę z nim reklamowano. Wywiadów przecież za często nie udziala, szczególnie ostatnio, gdy kibice jego klubu nie pominą żadnej okazji, by go wyszydzić, często w wyjątkowo wulgarny sposób.

Legia, już z wymarzonym trenerem, zaliczyła falstart w drugiej części sezonu przegrywając w inaugurującym ją meczu z Koroną Kielce 1:2. Zajmuje w tabeli przedostatnie miejsce, czyli w strefie spadkowej, i rozpoczyna trudną walkę o utrzymanie. Czytając wywiad trudno jednak odnieść wrażenie, że udziela go szef klubu, który znalazł się pod ścianą, a którego nienawidzą kibice tegoż klubu. To raczej portret, kreślony słowami samego bohatera, człowieka sukcesu, obszernie opowiadającego jak do niego doszedł. Do tego bogato ilustrowany zdjęciowo w formie przewidzianej dla materiałów o ludziach wybitnych. Dzięki temu zrozumiałem, dlaczego Mioduski wywiadu udzielił. Raczej wiedział, że krzywdy nikt mu w nim nie zrobi. Był mu potrzebny jak tlen w trudnych czasach, by mógł trochę poperorować w ulubionym dla siebie stylu. A przede wszystkim zaprezentować się jako człowiek sukcesu.

Jak w bajce o milionerze zaczynającym karierę jako czyścibut, opowiedział o swoich początkach w Stanach Zjednoczonych, do których wyemigrował z rodzicami jako nastolatek:

„Szybko zrozumiałem, że w Ameryce pochodzenie nie liczy się tak bardzo, jak osiągnięcia. Jeśli pracowałeś ciężej niż kolega obok, awansowałeś. Ten bezpośredni związek między wysiłkiem a nagrodą był czymś, czego nigdy nie doświadczyłem w komunistycznej Polsce i to mnie napędzało. To było trudne, owszem, ale też po raz pierwszy poczułem, że moja przyszłość jest całkowicie w moich rękach”.

Łatwo nie było, ale...”

„Podejmowałem się różnych prac fizycznych, aby pomóc rodzinie, od koszenia trawników i remontowania domów po szorowanie podłóg w McDonaldzie, gdzie początkowo nie mogłem nawet obsługiwać klientów z powodu braku znajomości angielskiego. Ale Ameryka obudziła we mnie coś – przekonanie, że ciężka praca naprawdę ma znaczenie. Włożyłem wszystko w edukację, kończąc Uniwersytet St. Thomas w Houston, a następnie, zaledwie pięć lat po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych bez znajomości języka, zostałem przyjęty na Harvard Law School. Ta podróż ukształtowała mnie jako człowieka, którym dziś jestem. Nauczyła, że z determinacją wszystko jest możliwe i to nastawienie nadal stosuję w biznesie i życiu”.

Na tak zbudowanym tle Mioduski mógł popływać na ulubionych wodach wielkiej piłki, odpowiadając na wymarzone pytanie o swojej roli wiceprezesa European Football Clubs, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Klubów:

„Zostałem właścicielem Legii w 2014 roku i szybko zdałem sobie sprawę, że najważniejsze decyzje dotyczące polskiej piłki nożnej i jej przyszłości zapadają nie tylko w Warszawie czy w Polsce, ale w europejskich organizacjach, takich jak UEFA i EFC. Wtedy postanowiłem się zaangażować, ponieważ tylko w ten sposób można lepiej zrozumieć te decyzje i mieć na nie wpływ. W 2015 roku zostałem wybrany do zarządu EFC, a dwa lata później zostałem jednym z jej wiceprzewodniczących. Nie odniósłbym sukcesu bez doświadczenia w międzynarodowym biznesie. Praca w takiej organizacji wymaga lepszego zrozumienia wszystkich mechanizmów rządzących piłką nożną, umiejętności szukania kompromisów, znajdowania nowych rozwiązań, negocjacji i budowania relacji. W europejskiej piłce nożnej panuje bardzo duża polaryzacja finansowa, a kluby często mają sprzeczne interesy. Naszą rolą jest jednak zapewnienie zrównoważonego rozwoju tego sektora, uwzględniającego interesy wszystkich klubów i ich kibiców”.

Padło też pytanie o przyczyną obecnego kryzysu Legii, przez które przepłynął w podobnym stylu:

„Wynik sportowy na koniec pierwszej połowy sezonu rozczarował nas wszystkich i nie powinniśmy dopuścić do takich sytuacji. Dokonaliśmy udanych transferów, ale niektóre decyzje dotyczące działu sportowego okazały się spóźnione lub chybione. W sporcie wszystkie elementy muszą do siebie pasować, inaczej cała struktura się chwieje. Dlatego uznaliśmy, że nie możemy sobie pozwolić na błędną decyzję dotyczącą stanowiska trenera i zdecydowaliśmy się na Marka Papszuna. Osiągnięcie tego celu wymagało dużo pracy i zajęło więcej czasu, niż zakładaliśmy, co kosztowało nas kolejne punkty. Teraz czas odrobić te straty”.

A dlaczego Papszun? Ponieważ:

„Udowodnił, że jest jednym z najlepszych trenerów w Polsce. Świadczą o tym nie tylko jego osiągnięcia, ale także charakter, etyka pracy i wartości, którymi się kieruje. Poza tym, pochodzi z Warszawy i od lat jest emocjonalnie związany z Legią, to znaczy, że na poziomie DNA reprezentuje wszystko, czego Legia potrzebuje dzisiaj. Wierzę, że to wszystko, w połączeniu z ogromną dyscypliną, przyniesie oczekiwane rezultaty”.

Czyli właściwie wszystko pod kontrolą. Problemy były, ale (z przyjściem Papszuna) się skończyły. Jakie więc cele na drugą połowę sezonu? Proste:

„Celem Legii jest zawsze zwycięstwo. Teraz musimy skupić się na systematycznej odbudowie naszej pozycji w tabeli. Każdy mecz się liczy. Tabela jest tak płaska, że ​​każda runda może przynieść znaczące przetasowania. Jako właściciel oczekuję, że dział sportowy zrealizuje nasze cele. Moim celem na koniec sezonu jest znalezienie się w czołówce tabeli i zrobienie wszystkiego, aby awansować do europejskich pucharów, ale teraz absolutnym priorytetem jest skupienie się na każdym meczu, aby odwrócić sytuację sportową. Mamy wielu utalentowanych zawodników, świetną kadrę trenerską i szkoleniową, nowoczesne centrum treningowe zapewniające najlepsze warunki do treningu i wszystko, co potrzebne do osiągnięcia sukcesu. Oczekuję, że dział sportowy, przy wsparciu Marcina Herry z zarządu i całego zespołu, wykorzysta to wszystko jak najlepiej”.

I jeszcze odpowiedź na pytanie o „nowe impulsy i powody do optymizmu”:

„Dziś jestem przekonany, że mamy absolutnie wszystko, co potrzebne, aby odwrócić sytuację sportową i wrócić na zwycięską ścieżkę. Jestem optymistą, nie z powodu ślepej nadziei, ale dlatego, że wierzę, że stworzyliśmy odpowiednie struktury. Klubem zarządzają właściwi ludzie, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, którzy w pełni rozumieją swoje cele i stojące przed nimi zadania. Co najważniejsze, zapewniliśmy im optymalne warunki i zasoby do skutecznej realizacji tych celów, więc teraz liczy się tylko realizacja”.

Kibicom Legii na pewno najbardziej spodoba się stwierdzenie, że „klubem zarządzają właściwi ludzie”. Przy tej okazji zapytam ich – czy domagając się odejścia z niego Mioduskiego naprawdę wierzycie, że prezes sam się zwolni?

▬ ▬ ● ▬