Ciśnienie jeszcze wzrośnie

Fot. Trafnie.eu

Piłkarze Ekstraklasy intensywnie trenują na zimowych obozach przed wiosenną częścią sezonu. Wiele dzieje się też w gabinetach ligowych klubów. 

Jeśli chodzi o liczbę tekstów na temat poszczególnych drużyn w ścisłej czołówce jest Widzew Łódź. Powodem aktywność na rynku transferowym, a przecież tematy z nim związane należą do ulubionych we współczesnych mediach. Jeśli wierzyć tytułom publikowanych przez nie tekstów, Widzew „szaleje” i potwierdza kolejny „hit”. Dlatego jego ruchy budzą zrozumiałe zainteresowanie, ale też wątpliwości.  

Jeszcze w grudniu rozpoczął... (za: meczyki.pl):

„...zimowe okienko transferowe od mocnego uderzenia. Zakontraktował już Christophera Chenga z Sandfjord i Lukasa Leragera z FC Kopenhagi, a teraz potwierdził też pozyskanie Osmana Bukariego, który po transferze za pięć milionów euro ma stać się rekordzistą w historii Ekstraklasy”. 

Ten ostatni grał ostatnio w amerykańskiej Major League Soccer w klubie Austin FC, do którego trafił w 2024 roku z serbskiej Crvenej zvezdy. Nie ma się co oszukiwać, że zanim przeniósł się do Polski przeciętny kibic nie miał wielkiego pojęcia co to z zawodnik. Teraz chyba też niewielu takie posiada i bez problemu kojarzy go z występami w reprezentacji Ghany, nawet podczas finałów mistrzostw świata w Katarze. 

Dlatego szybko pojawiło się pytanie, czy wart jest takich pieniędzy? I równie szybko odpowiedź, nawet w tytule kolejnego tekstu na jego temat (za: meczyki.pl): „Amerykanie kpią z rekordowego transferu Widzewa”. A oto uzasadnienie dotyczące skrzydłowego, który…:

„...kosztował około 6,5 mln dolarów, co w przeliczeniu daje 5,55 mln euro. Mileta Rajović został ściągnięty przez Legię Warszawa za trzy miliony.

Kwota wyłożona przez przedstawiciela Ekstraklasy robi wrażenie na osobach zajmujących się MLS. Amerykańscy dziennikarze niejednokrotnie wyrazili zdziwienie, że Austin FC udało się odzyskać większość zainwestowanej kwoty. Półtora roku temu Bukari kosztował bowiem siedem milionów euro.

- Jestem w szoku, że udało im się odzyskać tę kasę, ale to niewiarygodne, że udało im się zbliżyć do tego wyniku - napisał Andrew Wiebe z Apple TV (nadawca MLS).

- Niesamowite, że każda drużyna, która kupuje od Austin FC, nigdy nie oglądała meczu tego zespołu - skwitował Joseph Lowery z ESPN, również na platformie X”.

Zdania na jego temat nie zajmę, bowiem nie widziałem go w akcji. Mogę za to ocenić kolejny transferowy nabytek, bowiem, taki znalazłem tytuł kolejnego tekstu, „Widzew się nie zatrzymuje” i dlatego... (za: meczyki.pl):

„...spróbuje z czwartym bramkarzem w tym sezonie. Przy okazji spróbuje z nazwiskiem najgłośniejszym, ale czy to wystarczy, aby uznać transfer Bartłomieja Drągowskiego za pozbawiony wad i zżymać się na jakiekolwiek kwestionowanie?”

Świeży nabytek Widzewa nazywany jest „zawodnikiem innej klasy”, bo to ciągle potencjalny reprezentant kraju, ale podobno to jeszcze nie powód…:

„...żeby zachwycać się tym transferem ze względu na występy w kadrze, bo wszyscy wiemy, że nie były one najlepsze, a ponadto selekcjonerów krytykowano, gdy bramkarz Panathinaikosu otrzymywał powołanie. Krytyka brała się przede wszystkim z faktu, że Drągowski pozycję w Grecji stracił, natomiast w drużynie narodowej miał więcej podań w aut niż imponujących interwencji”.

Oglądałem go w akcji w jesiennym meczu towarzyskim z Nową Zelandią. Zagrał w pierwszej połowie, by zostać (zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami) w przerwie zmieniony przez Kamila Grabarę. Dzięki temu można było porównać grę obu i na pewno nie wypadła ona na korzyść Drągowskiego, szczególnie jeśli chodzi o grę nogami. 

Oczywiście ma wielkie doświadczenie, choćby związane z wcześniejszymi wieloletnimi występami we Włoszech, ale:

„28-latek wraca do Polski, bo musi. Potrzebuje stabilizacji, podobnie jak jego nowa drużyna. W tym zakresie obie strony mogą sobie wydatnie pomóc. Widzew walczy przecież o utrzymanie, bo nawet jeśli strata do czołowej piątki wynosi tylko osiem punktów, no to strefa spadkowa widnieje znacznie bliżej, a przewaga nad GKS-em Katowice jest iluzoryczna”.

Czy obie strony będą w stanie „sobie wydatnie pomóc”? Drągowskiego nie po to sprowadzono, by się spokojnie odbudowywał w ojczyźnie, ale by wszedł do bramki i stanowił pewny punkt drużyny, zapewniając jej w ten sposób więcej punktów. I jeśli do niej rzeczywiście wejdzie w pierwszym wiosennym meczu ligowym, stanie w Łodzi naprzeciw Jagiellonii Białystok, czyli drużyny klubu, w którym się wychował! 

Jak duże emocje potrafią towarzyszyć takim występom można się było przekonać na jesieni, gdy Widzew w Pucharze Polski podejmował Zagłębie Lubin ze swoim byłym zawodnikiem w bramce – Rafałem Gikiewiczem. Zawsze pewny siebie, wygadany ponad miarę, w tym meczu niestety popełnił w dogrywce poważny błąd „wypluwając” piłkę, co kosztowało jego drużynę utratę gola, a w konsekwencji odpadnięcie z rozgrywek.  

Nie wiem jak będą sobie radzili w Widzewie nowi zawodnicy, bohaterowie głośnych transferów. Wiem za to, że będzie on pod równie wielką, jeśli nie większą presją niż na początku sezonu. Wtedy niektórym rozgrzały się głowy i zaczęli mówić o europejskich pucharach czy nawet mistrzostwie Polski. 

Ale kto bogatemu zabroni? Nowy właściciel klubu Robert Dobrzycki od kilku miesięcy udowadnia, że ma gest jeśli chodzi o wydatki związane z Widzewem. Czy są to mądre i przemyślane ruchy, zweryfikuje boisko. 

▬ ▬ ● ▬