Biało-czerwona armia w natarciu

Fot. Trafnie.eu

Reprezentacja Polski szykuje się do meczu eliminacyjnego do mistrzostw świata z Litwą w Kownie. W sobotę odbyła oficjalny trening na miejscowym stadionie.

Obie drużyny spotkały się już w tym mieście w meczu towarzyskim w 2011 roku. Specjalnie nie napisałem „na tym stadionie”, bo byłoby to pewne przekłamanie. Wokół boiska zbudowano zupełnie nowy stadion. Ten poprzedni był nieciekawym obiektem z sowieckich czasów. Nowy, lekkoatletyczno-piłkarski, wygląda naprawdę fajnie. Tak samo jak jego murawa, której miałem okazję przyjrzeć się z bliska. Wspominam o tym nieprzypadkowo, bowiem pamiętam ile było narzekać na zbyt miękkie boisko w Chorzowie podczas czwartkowego spotkania z Nową Zelandią.

Trener Jan Urban na oficjalnej konferencji prasowej przed meczem podkreślił, że Polska będzie faworytem, ale jednocześnie zauważył, jak ważne w takich przypadkach jest odpowiednie podejście mentalne. Odpowiadający na pytania razem z nim Bartosz Kapustka zapewniał, że zawodnicy podchodzą do rywala z należytym szacunkiem. Ale słowa to jedno, a boiskowe realia drugie.

Przekonałem się o tym podczas wspomnianego już meczu przed czternastoma laty. Polska, pod wodzą selekcjonera Franciszka Smudy, szykowała się wtedy jako współgospodarz do finałów mistrzostw Europy zaplanowanych rok później. I wypadła fatalnie. Dla gospodarzy tamten rezultat powinien stanowić teraz element motywujący.

Mantas Aliukonis, niezależny dziennikarz litewski, piszący dla portali: balticfootballnews.com i sportas24.lt, nie jest jednak zbyt optymistycznie nastawiony. Wybiera się na mecz, ale jako… kibic. Wyjaśnił dlaczego:

„Nie dają mi akredytacji, bo nie lubią takich, którzy piszą prawdę. A przecież nie muszą się tłumaczyć, jeśli odmawiają jej przyznania”.

Aliukonis załatwił sobie bilet i mecz obejrzy w wyjątkowym towarzystwie Sauliusa Mikoliūnasa, byłego reprezentanta Litwy, który w 2011 roku strzelił Polsce jedną z bramek w Kownie. W powtórką tamtego rezultatu nie wierzy:

„Prezes związku przed październikowymi meczami z Finlandią i Polską mówił, że liczy na cztery punkty. To chyba stracił kontakt z rzeczywistością. Oglądałem mecz w Helsinkach i w drugiej połowie nasi piłkarze nie wytrzymali go kondycyjnie, opadli z sił. A ciągle nam powtarzają, że drużyna idzie w dobrym kierunku, że robi postępy. Tylko, że ja od lat tego nie zauważam. Bo kiedy oni ostatni raz wygrali, no kiedy? I z kim? Z Gibraltarem? To co to za sukces? Jeśli polska drużyna będzie odpowiednio skoncentrowana, powinna wygrać dwoma, trzema bramkami”.

Istotnym elementem meczu mogą okazać się… kibice. Z Polski ma ich przyjechać pięć tysięcy. Czyli przyśpiewka „gramy u siebie” może okazać się właściwa bez żadnej przenośni. Trener Urban zauważył, że ich doping powinien stanowić istotne wsparcie. Ale szybko dodał, że jego piłkarze powinni też poczuć odpowiedzialność za wynik grając przy takiej widowni.

W sobotni wieczór w centrum Kowna widać i słychać było jeszcze nieliczne grupki polskich kibiców. Za wyjątkiem irlandzkiego pubu na Starym Mieście opanowanego przez przyjezdnych, z którego dochodziły chóralne śpiewy. Od niedzielnego poranka Kowno zacznie najeżdżać prawdziwa biało-czerwona armia. Zastanawiam się tylko, czy właściciel miejscowych barów i restauracji zrobili zamówienie na odpowiedni zapas piwa. Ale to już nie mój problem.

▬ ▬ ● ▬