2026-02-06
Bez głowy, z głową
Po zimowej przerwie rozgrywki wznowiła druga liga zwana pierwszą. I na inaugurację odbył się mecz budzący takie emocje, jak wiele w Ekstraklasie.
W piątkowy wieczór naprzeciw siebie stanęły w Krakowie – Wisła i GKS Tychy. Czyli zdecydowany lider tabeli po jesiennej części rozgrywek miał grać zespołem ze strefy spadkowej, który jednak od kilku miesięcy wzbudza spore zainteresowanie z innego powodu. W listopadzie GKS zatrudnił nowego trenera. Został nim Łukasz Piszczek, były wybitny reprezentant Polski. Po niezbyt udanym okresie spędzonym w roli asystenta w Borussii Dortmund, teraz już samodzielnie w Tychach pracuje na swoją markę w trenerskim fachu.
Że nie jest to łatwe, przekonał się jeszcze jesienią. Z trzech meczów ligowych w nowej roli dwa przegrał (w tym bardzo boleśnie, bo aż 1:6 z Miedzią Legnica), jeden zremisował. Jeśli kolejny miał być szansą na przełamanie, otrzymał ją w starciu z wyjątkowo trudnym rywalem. Może tego choćby dowodzić ta medialna analiza dokonana tuż przed startem wiosennej części rozgrywek, w której… (za: sport.tvp.pl)
„Wisła Kraków jest już jedną nogą w Ekstraklasie. Nie jest to stwierdzenie na wyrost, bo nad trzecią w tabeli Pogonią Grodzisk Mazowiecki ma 10 punktów przewagi. W zimie mocno się nie osłabiła, a Angel Rodado otrzymał wsparcie w ataku w postaci Jordiego Sancheza. Nie wiemy, jaka katastrofa musiała by się wydarzyć, by Biała Gwiazda nie wróciła po pięciu latach na najwyższy szczebel. Na dobrą sprawę powinna zamknąć temat w pierwszych pięciu kolejkach. A jeśli nawet będzie słabo punktować, to pojawia się pytanie, czy będzie miał ją kto dogonić”.
W piątkowy wieczór GKS próbował nie tyle Wisłę gonić, bo za duża strata (30 punktów!), co utrudnić jej drogę do awansu, a sobie pomóc w utrzymaniu. A w cytowanym już tekście postrzeganą tak:
„Rewolucja w klubie Łukasza Piszczka. Tytuł cytowany w wielu artykułach. W końcu w Tychach wymieniono niemal całą drużynę. Nowy trener dostał sporo swobody i nawet przekonał działaczy. Nazwiska są mocne, dające nadzieje, że uda się wywalczyć utrzymanie. To też zwiększa odpowiedzialność na szkoleniowcu, który dostał wszelkie narzędzia do tego, by uzyskać korzystny wynik”.
Mnie termin „rewolucja” źle się kojarzy, a w wyjściowym składzie GKS-u było aż sześciu nowych graczy. Nie za wiele pomogli, bo Wisła wygrała 3:1, w praktyce strzelając wszystkie bramki. Jak to możliwe, skoro ta dla gości nie padła po samobójczym strzale? Dla mnie to był jednak praktycznie "swojak”. Bramkarz Patryk Letkiewicz tak ryzykownie podawał piłkę do znajdującego się na linii pola karnego Marca Carbó, że rywale mu ją łatwo odebrali, co skończyło się stratą gola zdobytego przez Bartłomieja Barańskiego. O ile opisaną akcję można nazwać zagraniem bez głowy, o tyle trzy późniejsze bramki dla Wisły zostały zdobyte z głową, bo po strzałach… głową. Najpierw dwie przez Macieja Kuziemkę, a potem ostatnia przez Wiktora Biedrzyckiego.
Co ciekawe, były to jedyne celne strzały w meczu. Nie wiem, czy można za to pochwalić… GKS, bo grając wcześniej przeciwko innym rywalom przyjeżdżającym do Krakowa, Wisła potrafiła sobie stwarzać mnóstwo sytuacji bramkowych. Może więc warto pochwalić ją, że tym razem wykazała się stuprocentową skutecznością?
W sumie mecz toczony, szczególnie do przerwy, w bardzo szybkim tempie, był dość ciekawy, co obejrzało aż 20 958 widzów. Taka frekwencja nie robi jednak na nikim w Krakowie wrażenia. Najwyżej świadczy jaki jest wśród kibiców Wisły głód Ekstraklasy, skoro aż tylu przychodzi oglądać ją poziom niżej.
A GKS Tychy? Trener Piszczek na początku swojej szkoleniowej kariery od razu trafił na jedne z najtrudniejszych zajęć w tym fachu - zarządzania kryzysem. Jeśli sobie z tym poradzi i drużyna nie spadnie z ligi, będzie mógł powiedzieć, że odniósł w nim pierwszy sukces. Co go nie zabije, to go wzmocni...
▬ ▬ ● ▬








