„Szóstka” w roli głównej

Fot. Trafnie.eu

W subiektywnym podsumowaniu tygodnia o jednym z najsłynniejszych klubów świata. Zainteresowanie nim nie jest jednak powodem do dumy.

Chodzi o Ajax Amsterdam, czyli klub, który ma na koncie tyle sukcesów, że zdecydowanie łatwiej wymienić, czego nie udało mu się zdobyć. Właściwie jedynie klubowego mistrzostwa świata, ani w poprzednim, ani w obecnym (z ubiegłego roku) kształcie, który wymyśliła FIFA. Resztę trofeów ma w dorobku.

Pamiętam, gdy w 1990 roku pierwszy raz wjeżdżałem do Amsterdamu i z okien pociągu zobaczyłem na horyzoncie niepozornie wyglądające cztery maszty z jupiterami. Pomyślałem – ciekawe czyj to stadionik? Przekonałem się, że tego najsłynniejszego miejscowego klubu! Kiedy poszedłem tam na mecz z FC Den Haag (Ajax prowadził wtedy Leo Beenhakker) przekonałem się jak skromny to obiekt, zwany De Meer, z równie skromnymi trybunkami zaledwie na kilkanaście tysięcy miejsc.

Otoczony ze wszystkich stron boiskami treningowymi przypominał siedzibę małego klubu, który mógł tylko pomarzyć o rywalizacji z prawdziwymi potęgami i mógłby stanowić dla nich najwyżej jakiś klub filialny. A jednak drużyna z tego stadioniku miała już wtedy na koncie prawie wszystkie możliwe do zdobycia trofea w piłkarskim świecie.

Poznałem Ajax dość dobrze dzięki mojemu przyjacielowi, Davidowi Endtowi, ówczesnemu team managerowi, który wiedział o nim niemal wszystko, napisał na jego temat kilkanaście (może nawet kilkadziesiąt?) książek. Podczas kilku wizyt w Amsterdamie opowiedział mi o nim przeciekawe historie, oprowadził po miejscach w mieście z nimi związanymi.

Paradoks Ajaksu polega na tym, że przestał się liczyć w wielkim piłkarskim świecie w momencie, gdy zbudował silne organizacyjno-biznesowe struktury. Ostatnie międzynarodowe trofea (Puchar Mistrzów, Puchar Interkontynentalny i Superpuchar Europy) zdobył w 1995 roku, by w następnym przenieść się na nowoczesny stadion Amsterdam ArenA i oddać do użytku, położone nieopodal, równie nowoczesne centrum treningowe - De Toekomst. Od tej pory tylko raz udało mu się awansować do finału europejskich pucharów, ale był wyraźnie za słaby, by w decydującym meczu skutecznie powalczyć z Manchesterem United o trofeum w Lidze Europy w 2017 roku. Sukcesy odnosi jedynie w Holandii, choć i z tym ostatnio bywa różnie.

W poprzednim sezonie, 5 kolejek przed końcem liderował tabeli Eredivisie mając aż 9 punktów przewagi nad PSV Eindhoven, ale udało mu się ją roztrwonić i mistrzem nie został. Ciekawe, że prowadzący wtedy amsterdamską drużynę włoski trener Francesco Farioli, który zaliczył tak fatalną końcówkę poprzedniego sezonu, przed rozpoczęciem nowego objął zespół FC Porto i jest dziś wychwalany pod niebiosa, bowiem jego piłkarze spisują się świetnie.

Odwrotnie niż Ajax prowadzony przez następcę Fariolego, byłego zawodnika tego klubu, Johna Heitingę. Pracował krótko, bo w listopadzie, po porażce 0:3 z tureckim Galatasaray Stambuł w Lidze Mistrzów, po której drużyna znajdowała się na dnie tabeli prestiżowych rozgrywek, został zwolniony. Zastąpił go asystent, Fred Grim, awizowany jako trener tymczasowy. I to właśnie on firmował w ostatnią środę pokaz bezradności Ajaksu w 1/8 finału Pucharu Holandii, czyli porażkę w Alkmaar z miejscowym AZ aż 0:6! Najwyższą we wspomnianych rozgrywkach od 1927 roku, gdy przegrał 3:9 z Enschedese Boys, czyli od 99 lat!

Drużyna z malowniczego miasteczka niedaleko Amsterdamu stała się prawdziwą zmorą sławniejszych rywali. Środowy mecz był dziesiątym z rzędu, w którym Ajax nie był w stanie pokonać AZ (7 porażek i 3 remisy), tym razem notując jednocześnie niechlubny rekord (za: nu.nl):

„Od wprowadzenia profesjonalnej piłki nożnej w Holandii, Ajax nigdy nie przegrał większą różnicą niż w środę na stadionie AFAS. Porażka 0:6 jest rekordowa. Prawie dwa lata temu, 7 kwietnia 2024 roku, Ajax również przegrał 0:6. Było to w Klassieker w wyjazdowym meczu Eredivisie z Feyenoordem”.

Szkoda, że w Alkmaar nie było 0:6 już do… przerwy. W 1941 roku odbył się chyba najbardziej niezwykły mecz w historii Ajaksu, też z „szóstką” w głównej roli. Po pierwszej połowie przegrywał z drużyną VUC Haga 0:6. W drugiej zdołał jednak zdobyć sześć bramek doprowadzając do remisu!

Po laniu w Alkmaar Grim stwierdził, że jest „głęboko zawstydzony tym wynikiem” i dodał, że kibicom Ajaksu, którzy wybrali się na nieszczęsny mecz należy się przynajmniej zwrot kosztów wyjazdu. Zakładając, że skorzystali z pociągu, za bilet ze stacji Amsterdam Centraal do Alkmaar poza godzinami szczytu, czyli po 18:30 (środowy mecz rozpoczął się o 21:00), trzeba zapłacić… 6 euro.

▬ ▬ ● ▬